Opowieści z Królestwa Gwiazd: Rozdział I - Saphira, Czarownica Szarej Ery


Przez Benjamin Brüninghaus
10 min czytania

Geschichten a.d. Sternenreich: Kapitel I - Saphira, die Hexerin des Grauen Zeitalters

„Hej, wy tam! O czym wy tak bajdurzycie? Słyszę, że zachwycacie się starą wiedźmą? Ale czy to naprawdę tylko bajka, o której tak lekkomyślnie ględzicie?”

Mężczyzna przemówił z ciemnego zakamarka jesiennego lasu, przez który prześwitywało wieczorne światło zachodzącego słońca. Wszedł w blask ogniska i z największym spokojem rozejrzał się dookoła. 

„Nie straszcie się, podróżni. To tylko ja. Biedny włóczęga na starość. Czy macie może mały talerz zupy i kawałek chleba dla starego człowieka? To byłoby bardzo miłe, bo od dni nic nie jadłem.”

Ekscentryczny starzec był dość wysoki jak na swój wiek i ukrywał wspaniałą posturę pod długim płaszczem. Wyglądał już nieco podstarzale.

Podszedł kilka kroków do ogniska, które zostało rozpalone przez młode krasnoludy kamienne do gotowania mięsa. Więcej niż byle jak, ale miało wystarczyć na jakiś czas. 

„Czyż to nie legendarna czarodziejka, ach, tak słynna Wiedźma Szarej Ery, która wciąż krąży w umysłach ludzi?” 

Mężczyzna rozejrzał się dookoła i głośno zaśmiał: „Ale co wy wiecie? Żebyście tylko się nie udławili śmiechem, wy małe łobuzy!”

Krasnoludy ledwie weszły w dorosłość. Żartowały i piły kufel Mrozu Mózgu. Napój, który mógł znaleźć uznanie tylko wśród kamiennych krasnoludów z regionu wokół Południowej Gromowej Góry Wrostlandów. Krasnoludom kamiennym po prostu wpojono umiejętność zachowania zimnej krwi. Kto nie potrafił tego w ryku tak bezlitosnej krainy, jaką były Wrostlandy, szybko stawał się wesołym krasnoludem. To, że Mróz Mózgu zawierał ten czy inny procent alkoholu, większości z nich wcale nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. 

Południowa Gromowa Góra Wrostlandów: Najbardziej wysunięte na południe ziemie. Jedyna część Gwiezdnego Królestwa, gdzie elektryzująca pogoda nieustannie drży, bije i syczy. Z rwącymi burzami i szalejącymi błyskawicami nie jest to spokojna kraina, w której człowiek chciałby osiedlić się ze swoimi dziećmi. To niewygodne miejsce, w którym tylko krasnolud mógłby poczuć się jak w domu.

Krasnoludy kamienne posiadają naturalnie kamienną skórę, która działa jak piorunochron, dzięki czemu burze w ich ojczyźnie nie mogą im wiele zaszkodzić. Czasami jednak ich skóra niepostrzeżenie naładowuje się elektrycznie, co zawsze prowadzi do kłopotów u młodszych krasnoludów.

Ponury mężczyzna wziął głęboki oddech i zaczął mówić do zebranych.

„Pozwólcie staremu człowiekowi zabrać głos, który na starość widział więcej, niż wy, szkodniki, słyszeliście w swoich mokrych pieluchach za życia” – zaśmiał się człowiek, zaskakująco lekceważąco, a jednak pogodnie, najwyraźniej ciesząc się brzmieniem własnych słów.

„To tylko bełkot. Nic nie umiecie, tylko gadać!” – drwił siwy starzec dalej. „Słuchajcie uważnie, bo opowiem to tylko raz.”

Nieznajomy usiadł wygodnie przy ognisku i ogrzewał swoje zmierzwione i zaniedbane dłonie. 

Krasnoludy kamienne cieszyły się z wizyty człowieka, która zawsze była mile widziana w kręgach krasnoludów.

Oczywiście nie umknęło im lekceważące zachowanie człowieka. Ale nie ma nic, czego by nie słyszały od zarozumiałego człowieka w swoich młodych krasnoludzkich latach. Szanowały dobrą, retoryczną wymianę zdań i cieszyły się z urozmaicenia, jakie człowiek wnosił do ich małej karawany. 

„Saphira. Tak brzmi jej imię. Ach tak, dobrze pamiętam.”

Krasnoludy słuchały jego kojącego głosu, jedząc pieczoną rybę. Mężczyzna wydawał się zamyślony. Jakby mówił z najgłębszych jaskiń swoich wspomnień. Brzmiało to tak, jakby ktoś wyzwalał się z zasypanych jaskiń po osunięciu się ziemi, i z niewytłumaczalnego powodu czynił to właśnie tego przyjemnego wieczoru. 

„Saphira jest cudowna i zagadkowa mistyczna wiedźma o dwóch twarzach. Rzeczywiście wyjątkowa na tym świecie i nie do niedocenienia. Kim więc jest ta kobieta, która przebywa wśród nas dłużej niż całe stulecie i która w całym kraju zyskała miano mroźnej wiedźmy?”

Mężczyzna, którego życie naznaczyło, odłożył swój zużyty kostur bojowy. Przypominał on zaczarowane kostury magów z Khalsur.

Khalsur: Mroczne miasto ludzi na zachodnim krańcu Gwiezdnego Królestwa, z niezwykle wysoką wieżą strażniczą i kamiennym zigguratem na północnym krańcu. Jest tak gęsto zalesione, że żaden promień słońca nigdy nie mógłby dotrzeć do miasta. Ale w niektóre noce lodowatym promieniom Ciemnego Księżyca udaje się oświetlić miasto. Podróżnicy mówią o duchu, który ma nawiedzać ten obszar. Być może są to jednak tylko magowie bitewni z Khalsur, którzy praktykują tajne rytuały w swoim zigguracie. 

Drewniany przyjaciel starszego pana również widział lepsze dni, co pasowało do jego wyglądu i w pewien sposób nadawało wyrazu i szczyptę charakteru jego zniszczonej postaci. A jednak wyglądał jak smutna postać, która tylko czekała na swoją śmierć.

Ale nie tej nocy.

„Każdego dnia, kiedy świeci słońce, służy jako wiedźma. Potężnemu Zakonowi Kryształu Gwiazd. Czy kiedykolwiek o nim słyszeliście?”

Było to raczej pytanie retoryczne, ponieważ nie dał krasnoludom czasu na odpowiedź.

„Magiczny Zakon zawsze studiował misteria tego poszarpanego i trawionego nienawiścią, cierpieniem i smutkiem świata. I tak przy okazji dba o równowagę w królestwie. Gdy w minionych epokach równowaga została zachwiana, to zawsze Zakon był na miejscu, by położyć kres nieszczęściu. I tak jest do dziś, gdy zbliża się nieszczęście. Ale to oczywiście już wiecie. Czyż nie tak?”

Chociaż niewiele wiadomo o tajnych ceremoniach pięciu arcynadźwiękowych wiedźm, które spotykały się raz w roku w najciemniejszej godzinie przesilenia zimowego, każdy w północnej części Gwiezdnego Królestwa znał nazwę Zakonu i imiona pięciu arcynadźwiękowych wiedźm. 

„Ale uważajcie. Zakon Kryształu Gwiazd to tylko chwiejny filar, na którym świat może stać jak małe dziecko. To pewne” – ziewnął starzec.

„Jednak muszę przyznać, że jego praca jest niezwykle ważna. Gdyby nie istniał Zakon, Gwiezdne Królestwo dawno by już nie istniało. A wy, dobrzy krasnoludowie, nie moglibyście cieszyć się tym ohydnym napojem. To byłoby pewne” – zastanawiał się starzec i patrzył w płonące drewno. 

Narsi, najmłodszy krasnolud z karawany, poczuł się wezwany do odpowiedzi i zmarszczył brwi, patrząc na swoich brodatych towarzyszy. Ryba jednak smakowała zbyt dobrze, by zwracał na mężczyznę zbyt wiele uwagi. 

„I równie dobrze znani jak sam Zakon są jego członkowie, z których garstka tajemniczych postaci w ogóle posiada moc, by zostać przyjętym do tych kręgów.”

Ognisko trzeszczało, a krasnolud beknął, co przebiło się przez przyjemną atmosferę. Ale stary człowiek był jak zahipnotyzowany własnymi słowami.

„Prawdziwa magia jest dziś rzadkością w Gwiezdnym Królestwie, i może to i dobrze.”

Starszy krasnolud przerwał mu: „Ale jedno powinniście wiedzieć. Nie zawsze tak było! Jest rzadka od Wojny Trzech Smoczych Władców, która wygnała z oblicza tego świata wszystkich uzdolnionych magicznie ludzi, krasnoludów kamiennych, berserków, a nawet podstępnych elfów-zwiadowców. Od tego czasu uważa się za cud, jeśli magia rozwija się w istocie żywej. Tak samo jak za zwiastun zbliżającego się nieszczęścia!”

„To prawda. A pan to?”

„Hackbert. Tak brzmi moje imię, szanowny panie.” 

Starzec spojrzał krzywo na krasnoluda kamiennego i po chwili znowu pogrążył się w myślach. Miał swoje najlepsze lata za sobą, a jednak tlił się w nim niezaprzeczalny ogień, gdy mówił o arcywiedźmie. Wydawało się nawet, że blask w jego oczach zapala się jak zapałka.

„Członkiem Zakonu Kryształu Gwiazd jest przepiękna Saphira. Jest człowiekiem… i rzadkim gatunkiem jednocześnie” – kontynuował.

„Emanuje przyjemną i pociągającą mądrością, niczym księżniczka, która tylko czeka, by zająć miejsce królowej. A jednak opanowała śmiesznie rzadką magię mrozu już w młodości. Połączyła swoje umiejętności z wielką mocą Ciemnego Księżyca. I tak powstała unikalna moc, jakiej jeszcze nigdy nie było w Gwiezdnym Królestwie. Z tego co wiem, nie ma czarownic, które potrafiłyby rzucać więcej niż jedną formę magii jednocześnie. I zastanawiam się, czy to naprawdę tak rzadkie, jak to jest w legendach. Mam co do tego swoje wątpliwości.”

Starzec wrócił do teraźniejszości i wpatrywał się w swój zużyty kostur bojowy. 

„Jest łagodna i silna, jak na mistrzowską wiedźmę północnego Zakonu Lasu przystało. Do dziś jest w rozkwicie życia i walczy magicznym mieczem ze śnieżnej zamieci mroźnej Północnej Przełęczy, który znalazła podczas swojego egzaminu na wiedźmę. Nazywa się Frostbert.”

Starszy krasnolud ponownie mu przerwał: „Emanuje czymś, czego pożąda męskość. Ma długie i ciemne włosy, w których migoczą niebieskie pasemka. Mimo wiecznej i nieuniknionej niedostępności jest to ten typ kobiety, który prawdopodobnie w ciągu sekund odbiera mężczyźnie rozum, jeśli ten natychmiast i na zawsze w niej się zatraca.”

Mężczyzna skinął głową i zaczął się uśmiechać: „W głębi duszy ta dobra dusza ma jednak wiele twarzy i prawdziwie drugie oblicze.”

„I nie tylko dlatego, że ma popielate blond włosy i liliowo-świecące pasemka, które pojawiają się tylko w nocy, gdy pada na nie światło księżyca” – dodał Hackbert, który najwyraźniej wiedział o wiedźmach więcej, niż było to zdrowe dla jego gatunku. 

„Każdej nocy, gdy świeci światło Ciemnego Księżyca, podąża za swoją prawdziwą pasją. To jak ogień, który podtrzymuje ją przy życiu, mimo jej mroźno-zimnego wyglądu” – zauważył człowiek, wiedząc o tym. 

Ciemny Księżyc za Księżycem: W Gwiezdnym Królestwie istnieje wiele stworzeń, których wygląd zmienia się w nocy. Ciemny Księżyc za pierwszym księżycem kryje magiczną aurę i reaguje na każdą istotę Gwiezdnego Królestwa w zupełnie naturalny sposób. Czasami jego wpływ objawia się w niemal niewidocznych szczegółach, a czasami jego wzniosła moc jest więcej niż oczywista. Jednak Ciemny Księżyc jest zazwyczaj ukrywany przez pierwszy księżyc, tak że jego lodowato-piękny blask rzadko dociera do ziemi i jej mieszkańców.

Wiedźma posiadała rzadkie relikty, ponieważ polowała na magiczne skarby z dawno minionych czasów i handlowała antykami z odległych światów, nawet poza Gwiezdnym Królestwem.

Mag ponownie spojrzał na swój kostur bojowy, a krasnoludy kamienne to zauważyły. Jeden z młodszych krasnoludów krzyknął, przerywając opowieść.

„Raz widziałem tę wiedźmę. Przeszły mnie ciarki. To było prawie przerażające. Mój towarzysz walki Olaf był całkowicie otępiały. Ale jej oblicze tak mnie zniewoliło, że ledwo mogłem się ruszyć. Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziałem. Czegoś tak… pięknego, a jednocześnie niszczycielskiego?”

Krasnolud wyglądał na wstrząśniętego i jednocześnie zadowolonego z jedynego spotkania z wiedźmą. Po czym z pełnym impetem wgryzł się w rybę, którą zjadł razem z ościami. 

„Ale to nie wszystko. Posiada ona także mały, mroczny jarmark, i to prawdopodobnie jeden z powodów, dla których zna ją dziś każda dusza w Gwiezdnym Królestwie” – kontynuował starzec swoim ciepłym głosem narratora.

„Jako wędrowna handlarka często pojawia się w upiornie pięknej, liliowej i całkowicie zniszczonej szacie starych wiedźm, w której emanuje nie mniejszym wdziękiem niż w swoim królewsko-niebieskim płaszczu arcywiedźmy. Jej popielate blond włosy są niezaprzeczalnie piękne. A rozpoznacie ją po jej lodowym sztylecie, Frostling, który zawsze nosi przy pasie w godzinach Ciemnego Księżyca. Jako mistrzyni magii mrozu, tylko uzdolniona magicznie osoba jak ona może władać taką niebezpieczną bronią, z której zawsze bije gryzący chłód.”

Mag bitewny pogładził swoją krótką, falującą brodę i pogrążył się w głębinach swojego świata myśli. 

„I jest coś jeszcze. W starych opowieściach zawsze nosiła Pragrimaire, którego liliowa okładka wydaje się dawno wyblakła. Musiało być wtedy niewiarygodnie stare. Ale ta mała książeczka jest przepełniona starymi zaklęciami i prawdopodobnie jest prawdziwą perełką, którą wielu dzisiejszych wysoko postawionych czarodziejów z chęcią wzięłoby w swoje ręce. Czy kiedykolwiek o tym słyszeliście?” 

Zaklęcia Pragrimaire: W starych legendach mówi się, że w Pragrimaire jest napisane coś niewypowiedzianego... 

„Jak osoba uzdolniona magicznie mogła zadać śmiertelny cios królewskiemu jeźdźcowi smoków? Chociaż za życia uważani byli za nieosiągalnych i niewrażliwych dzięki swojej naturalnej barierze magicznej, Trzej Smoczy Władcy ostatecznie polegli z rąk jednej osoby, która władała Pragrimaire.”

Jak dokładnie człowiek mógł tego dokonać? I czy to naprawdę prawda? To pozostaje niewyjaśnione do dziś. Ale jedna tajemnica utrzymuje się od tamtej wojny. Moc Pragrimaire jest kluczem. 

Stary mag zmienił ton głosu i spojrzał znacznie ponurzej niż wcześniej. 

„Ale strzeżcie się magicznego uroku wiedźmy. Są naprawdę niebezpieczne i nie należy ich lekceważyć!”  

Wyjaśnił jeszcze więcej: „Ach tak, moi mali przyjaciele. Nie oszukujcie się! Nasza wiedźma jest łagodną artystką retoryki, ale nikt nie wie, co kryje się w jej wnętrzu. Jeśli żyjesz tak długo, po prostu za dużo widziałeś, przeżyłeś i zniosłeś.” 

„Śmierć. Utrata. Zagłada. Niewielu ludzi żyje tak długo jak wiedźmy w tej krainie” – powiedział najstarszy krasnolud i głośno chrupał swoją kolbę kukurydzy.

„A poza tym mówi starym językiem. Wam podobni, drogi człowieku, i tak są dla mnie zagadką. Niezbyt zdrowo jest wiedzieć tak wiele o starym świecie. Powinniśmy żyć tu i teraz. Jest przecież tyle do zrobienia. Po co marnować tyle naszego cennego czasu na przeszłość?”

Pierwotny język: Stary język opanowało jedynie nieliczne magiczne stworzenia z zamierzchłych czasów. Wraz z końcem Szarej Ery zniknął on z oblicza tego świata. Jednak od czasu do czasu odnajduje się pisma sporządzone w tym języku. Zazwyczaj pozostają one ukryte, a treść zwojów nieznana. Są tak tajemnicze jak sam język. Istnieją jednak nieliczne wyjątki. Niektórzy uczeni potrafią interpretować ten język nawet dzisiaj.

Mag wyciągnął z kieszeni spodni zawieszkę i włożył ją do swojego kubka. Ogień z lodu, którego czubek po naciśnięciu guzika rozpalał się lub zamarzał, w zależności od tego, do czego w danym momencie był potrzebny. 

Stary krasnolud z siwą brodą odsunął talerz z zupą: „Pamiętam, że odwiedziłem ten mroczny jarmark. Ale to było bardzo dawno temu. Klienci na jarmarku to zazwyczaj kolekcjonerzy rzadkich artefaktów. Wiedźma z łatwością owinąłaby sobie wokół palca zainteresowanego jej unikalnymi i niezwykle cennymi przedmiotami. W końcu prowadzi handel rzadką smoczą skórą, kamieniem Tiamat i potężnym kryształem magicznym. Ale to chyba nie jest jej zamiarem. Każdy z jej artefaktów należy do wyjątkowego miejsca, które potrafi odnaleźć. Takie przynajmniej było moje wrażenie podczas mojej jedynej wizyty.”

Ludzki starzec sprawiał wrażenie, jakby zbliżał się do końca swojej opowieści. Krasnoludy skończyły jeść, a drwa w ognisku dopalały się. Ale jedna rzecz wciąż trawiła jego duszę.

„Ale wiecie, dlaczego właśnie ta wiedźma jest tak znana w całym Gwiezdnym Królestwie? To bardzo niezwykłe, jeśli mnie pytacie. Mimo że w swoim nocnym stroju wygląda inaczej, wielu rozpoznaje ją po jej magii mrozu, której nigdy nie powstrzymuje.”

Stary krasnolud znał jej małe magiczne sztuczki: „Tak, zgadzam się. Lubi je pokazywać. Kocha te psoty, które można zrobić taką magią mrozu. W głębi serca jest lekką, swawolną duszą. Wesołą? I po prostu nie ma nic, czego ludzie nie pokochaliby w jej ujmującej osobowości, gdy tylko ją spotkają.”

Mag złapał się za głowę i zaśmiał: „Jakby czasem zapominała, że jest arcywiedźmą Zakonu!”

Wstał i chwycił swoją laskę bojową. Kamienne krasnoludy przestraszyły się, bo przez chwilę wydawało się, że szykuje się do walki. Ale tak nie było. Przygotowywał się do wyjścia i podziękował obecnym za kolację.

„Bez pięciu obrońców Gwiezdnego Królestwa, nie byłoby dziś królestwa, które my, magowie bojowi z Khalsur, przysięgliśmy chronić. Czasami czarodziejki pomagają ludziom, wywołując uśmiech na naszych twarzach. A czasami walczą jak Saphira jako Wielka Mistrzyni Magii Mrozu w zaciekłych bitwach, abyśmy wszyscy mogli przeżyć kolejny dzień w naszym tak ukochanym Gwiezdnym Królestwie. Czarodziejki są naprawdę wyjątkowe. Nie sądzicie?”

Starzec na krótko pogrążył się w myślach. Wtedy odezwał się średniowieczny kamienny krasnolud. Norbert powiedział swobodnie: „Ładna historia. Ale skąd właściwie wiesz tyle o czarodziejkach Zakonu, dziwny magu?”

Hackbert upomniał go: „Ty krasnoludzki gnoju! Powiedz, gdzie są twoje maniery?”

„Cóż. To historia na inny dzień. Stary człowiek idzie teraz odpocząć. Zrobiło się już późno, wy mali urwisy.”

Opuścił ognisko tej nocy i wrócił do ciemności, z której przyszedł. Nieświadomy tego, co Gwiezdne Królestwo planowało dla maga w jego starszym wieku.

Krótko potem krasnoludy zastygły i spojrzały w niebo, na którym widoczny był jaskrawo świecący piorun, po którym potężny huk przetoczył się przez cały kraj...

  • Dalszy ciąg w rozdziale 2, który wkrótce pojawi się na Zauberkram.de!